Z czym zgłosił się klient?
Klient zgłosił sprawę przeciwko przedsiębiorczyni prowadzącej wcześniej salę weselną pod Radomiem.
Formalnie sytuacja wyglądała beznadziejnie.
Działalność zamknięta.
Egzekucje wcześniej umorzone.
Wyposażenie rzekomo sprzedane.
Lokal formalnie wynajmowany przez kogoś innego.
Czyli klasyczny obraz:
„nic tu już nie ma.”
Problem polegał na tym, że z naszych ustaleń wynikało coś zupełnie innego.
Biznes wyglądał na żywy.
Tylko oficjalnie już nie należał do tej samej osoby.
Co zrobiliśmy?
Tomek z działu windykacji uznał, że trzeba sprawdzić to praktycznie.
Nasz pracownik skontaktował się z dłużniczką jako osoba zainteresowana organizacją wesela.
Rozmowa przebiegała całkowicie naturalnie.
To ona przedstawiała się jako osoba zarządzająca obiektem.
To ona ustalała szczegóły.
To ona wysłała projekt umowy.
To ona umówiła spotkanie na miejscu.
Na umówione spotkanie zamiast przyszłej pary młodej przyjechał komornik.
Wyposażenie sali zostało objęte czynnościami egzekucyjnymi i oznaczone w widoczny sposób.
Przy innych osobach.
Jak zakończyła się sprawa?
Dłużniczka bardzo szybko zrozumiała, że dalsze ignorowanie sprawy może realnie utrudnić jej prowadzenie biznesu.
Widok stolików, krzeseł i wyposażenia oznaczonych przez komornika jako zajęte w toku egzekucji — i to w obecności innych osób — działa wyjątkowo otrzeźwiająco.
Nie chciała dalej prowadzić działalności w takiej atmosferze ani tłumaczyć klientom, dlaczego wyposażenie sali jest oznaczone przez komornika.
Już następnego dnia należność została rozliczona gotówkowo u komornika.
Wniosek
Zmiana szyldu nie zawsze oznacza zmianę właściciela problemu.


