Z czym zgłosił się klient?
To była jedna z tych spraw, które na pierwszy rzut oka wyglądają fatalnie.
Dłużniczka formalnie była bez majątku.
Toczyło się wobec niej postępowanie karne.
Standardowe drogi odzyskania należności nie dawały dobrych perspektyw.
Kwota?
około 800 000 zł.
W sprawie pojawił się jednak trop dotyczący udziałów w konsorcjum zajmującym się zapewnieniem transportu miejskiego dla miasta na Dolnym Śląsku.
Na papierze udziały miały wartość około 150 000 zł.
Co zrobiliśmy?
Sprawa trafiła do Artura.
Po analizie wyszło, że taka wycena nie ma większego sensu.
Udziały w takich strukturach bywają trudne do wyceny i często są ignorowane, ale realna wartość mogła być wielokrotnie wyższa.
Skontaktowaliśmy się z przedstawicielami konsorcjum i jasno wskazaliśmy, jak źle wygląda sytuacja, w której udziały zostały sprzedane za wartość dalece odbiegającą od realnej.
Zwłaszcza gdy mówimy o podmiotach funkcjonujących przy środkach publicznych.
Jak zakończyła się sprawa?
Niedługo później zgłosił się do nas podmiot zainteresowany nabyciem wierzytelności.
Formalnie niezwiązany ze sprawą.
Finalnie sprzedaliśmy wierzytelność za całą należność główną i połowę odsetek.
Transakcja została zamknięta w ciągu tygodnia.
Wniosek
Na sprawy trzeba patrzeć szerzej.
Czasem wartość kryje się tam, gdzie większość przestaje już szukać.


