Z czym zgłosił się klient?
Klient zgłosił sprawę wobec przedsiębiorcy, który konsekwentnie odmawiał zapłaty, zasłaniając się rzekomą restrukturyzacją firmy.
Narracja była dobrze znana:
„jesteśmy w restrukturyzacji”,
„nic nie możecie zrobić”,
„wszyscy wierzyciele muszą czekać”.
To jedna z tych wymówek, które brzmią groźnie, bo wielu wierzycieli po prostu nie wie, co to realnie oznacza.
Co zrobiliśmy?
Sprawa trafiła do Artura.
Pierwszy krok był prosty — weryfikacja Krajowego Rejestru Zadłużonych.
Efekt?
Żadnego postępowania restrukturyzacyjnego.
Żadnej ochrony.
Żadnego formalnego procesu.
Była tylko wygodna historia opowiadana wierzycielom, bo słowo „restrukturyzacja” działa odstraszająco i często skutecznie kupuje czas.
Dodatkowo z analizy wynikało, że firma nadal normalnie funkcjonuje i reguluje wybrane zobowiązania.
A to oznacza, że ktoś po prostu wybierał, komu płacić, a komu nie.
Przekazaliśmy sprawę jasno:
albo zaczynamy realne rozmowy o spłacie, albo składamy wniosek o upadłość.
A jeśli dojdzie do upadłości, syndyk szczegółowo przeanalizuje przepływy finansowe, wybiórcze płatności i z urzędu będzie zawiadamiał odpowiednie organy, jeśli pojawią się ku temu podstawy.
Jak zakończyła się sprawa?
Ton rozmów bardzo szybko się zmienił.
Dłużnik porzucił temat „restrukturyzacji”.
Podpisano porozumienie i rozpoczęła się spłata zadłużenia.
Wniosek
Nie każda restrukturyzacja istnieje.
A nie każda głośna wymówka wytrzymuje prostą weryfikację.


