Z czym zgłosił się klient?
Klient zgłosił sprawę wobec przedsiębiorcy zajmującego się montażem balustrad i zabudów szklanych.
Adres działalności był fikcyjny.
Pod wskazanym miejscem mieszkał starszy człowiek, który twierdził, że wnuka dawno nie widział i nie wie, gdzie przebywa.
Problem polegał na tym, że dłużnik normalnie odbierał telefony i nadal realizował zlecenia.
Po prostu skutecznie unikał wierzycieli.
Co zrobiliśmy?
Skoro dłużnik normalnie jeździł do klientów, postanowiliśmy zostać jednym z nich.
Windykator umówił spotkanie dotyczące pomiaru.
Na miejscu czekał komornik.
Czynności zostały przeprowadzone od razu.
Dłużnik bardzo szybko dowiedział się, że zajęcie może objąć również pojazd, którym przyjechał.
Jego kolega uznał najwyraźniej, że to dobry moment, żeby się ewakuować — i po prostu odjechał.
Jak zakończyła się sprawa?
Początkowo współpraca nadal była daleka od idealnej.
W toku dalszych działań ustaliliśmy, że samochód, którego formalnie „nie było”, w rzeczywistości był ukrywany pod blokiem partnerki dłużnika.
Pojazd również został objęty czynnościami egzekucyjnymi.
Spłata szła w bólach, etapami i wymagała ciągłej kontroli.
Ale finalnie klient odzyskał całość należności.
Wniosek
Jeśli ktoś normalnie pracuje, ale twierdzi, że nie da się go znaleźć, zwykle po prostu nie znalazł jeszcze odpowiednio zdeterminowanego wierzyciela.


